|
skip to main |
skip to sidebar
Ale zdjęć mi się nazbierało przez te ferie!! Tylko szkoda, że brak mobilizacji (i drukarki), żeby coś z nimi zrobić... straszne to, ale... mój marazm twórczy nie jest aż tak duży! Właśnie tworzę lemura - o tak! Lemura prosto z Madagaskaru, tyle, że z merynosowej wełny.
Ma już dwie nogi, dłuuugi pasiasty ogon i szalone oczy. Zostały dwie chude ręce. Tempo zatrważające, a wykonanie wbrew filcowym zasadom (że niby ma być porządnie ubita wełna i nakładana w małych ilościach, eee zrobiłam mięciutkiego lemura - takiego do przytulania! Wełny nie ucinałam, więc najświętszych zasad nie złamałam).
Zdjęcia Lemura pokażę jak będzie gotowy i trafi do nowej właścicielki (był obiecany, ale z góry założyłam, że prawdziwego nie kupię, bo to zwierzę chronione i ma mieszkać tylko na Madagaskarze, a nie w naszym mroźnym i nie zawsze przyjemnym kraju;-))
Póki co, zdjęcie ciasta czekoladowo-pomarańczowego, prezentu dla Ł. na walentynki (i rewanż za tę blaszkę)
A po takim lodzie spacerowaliśmy, kiedy jeszcze na termometrze było -20...
Aspro na środku jeziora, po długich nawoływaniach przełamał lęk i wszedł na taflę (...ośnieżoną;-))
No, to tyle. Miłego tygodnia!:-)
Piękne niebo każdego dnia! Dla tego błękitu za oknem można i mróz znieść (ja przyklejam się do kaloryfera i tak sobie siedzę)
A z nowości? W piątek czas na zakup pierwszych ... pointów! <3
Dzisiaj zaczynam ferie, a więc rozleniwiam się cudownie i już milknę;-)
Mimo, że wszyscy powrócili już do codziennego życia, ja wciąż świętuję i cieszę się kolejnym wolnym tygodniem:-)
Święta minęły błyskawicznie, pewnie przez to, że wypadły w tym roku nieszczęśliwie w weekend... nastrój świąteczny był (brakowało "tylko" śniegu), ryby i słodycze pochłonięte, a więc do przodu;-)
Sylwester zaplanowany - początkowe siedzenie w domu zmieniło się ostatecznie w małą imprezę, czemu nie? Coroczne siedzenie i przesypianie sylwestra można co jakiś czas urozmaicić wyjściem w sukience;-)
I na koniec: Tatarataaaaam!
Tak! To moja nowa piękna maszyna do szycia!!!! Póki co dzielnie próbuję ją zrozumieć:D bardzo więc możliwe, że za jakiś czas opublikuję COŚ co powstanie z tego cacka, np. zygzaczek na scrapie, albo woreczek na suszki (bardziej ambitne projekty jak będę na emeryturze... dobra, po napisaniu magisterki:-))
Mam nadzieję, że Wasze święta były tak spokojne i miłe jak moje!
Wygrałam wygrałam wygrałam:-) Super wiadomość po dwugodzinnym tworzeniu głowy konia (?!) Tak tak, karton, wełna, tasiemki i wióry lecą! (holenderka odmiana św. Mikołaja, czyli Sinterklaas i jego pomocnicy "odwiedzają" jutro mój wydział, a koń miał nocleg na Jeżycach). Dzień z tych zalatanych z brakiem czasu na odsapnięcie, a tu proszę... jednak dostałam nagrodę od losu, miseczki i dłoni Jaszmurki! :-) (dziękuję raz jeszcze, szczególnie za przypomnienie o wklejeniu linka!!! bo całkiem możliwe, że bym przegapiła:D)
Z dzisiejszych zajęć. Wpada w oko. I na czasie (mała afera z flamandzką choreografką Anne i Beyoncé w roli głównej, która odpowiadać będzie za plagiat... więcej na yt;-)
Dobranoc!
Mamy grudzień! A co za tym idzie dobry argument do rozpieszczania siebie i pozwolenia sobie na kilka małych "przestępstw", np. jedzenie słodkiego po północy (no, bo już prawie święta), kupienie kolejnej niezbędnej (!) nam kobietom rzeczy jaką jest torebka (o tym również poniżej) czy wizyta u kosmetyczki (w święta to w ogóle trzeba wyglądać). Jednak co najbardziej kocham w świętach to brak większych wyrzutów sumienia związanych z tym wszystkim! Oczywiście innych obdarowuje równie chętnie, ale grudniowe prezenty dla samej siebie nie kojarzą się z rozrzutnością, żeby nie powiedzieć egoizmem...
Wracając do świąt:-) Lista prezentów zrobiona, wykonanie pierników już prawie staje się faktem dokonanym, a nastroje wszystkich dookoła coraz to bardziej przyjazne...
Choinka mieszkaniowa.
A nawiązując do wcześniejszego wywodu o prezentach dla samej siebie, to właśnie jeden z nich. Choć tak naprawdę sponsorem była siostra i jej praktyczny prezent-przelew na listopadowe urodziny:)
Dzisiejszy obiad. Na pierwsze był krem z brokuł... mniami!
Aaa i jeszcze jedno: zimowe i przedświąteczne candy u Jaszkmurki: Do wygrania przepiękny (!!) szary komin (jakby tego było mało, mam piękną nową szarą torebkę, także tego...;-)
Dyniowy czas pozwala na spełnienie kilku kulinarnych fantazji, szczególnie, że nigdy nie próbowałam tego warzywa (nie licząc wypłakanej przedszkolnej zupy).
Jutro z rana upiekę dyniową tarte z gorgonzolą, a popołudniu placuszki z dynią na słodko (o ile wytrwam i nie zmęczę się przy obiadowej tarcie...). Liczę więc na duchowe wsparcie:-)
Jakoś trudnie j mi w tym roku nadążyć za całym październikiem, który powinien być pełen energii i chęci na kolejne dziesięć miesięcy ciężkiej pracy. W głowie mam pełno myśli, albo że czegoś nie zdążę, albo, że mam dużo więcej wolnego czasu (skoro mam czas na nadganianie kolejnych sezonów serialu),a za chwile znów myśl o natłoku obowiązków. Zrezygnowałam z angielskiego (w końcu doszedł hiszpański i jego ¡Hola!), ale zamierzam uczyć się sama, codziennie z określonym planem (800 godzin kursu przez 210 dni?). Na dodatek codziennie wchodzę i wychodzę z domu po kilka razy, tylko dlatego, że planistom nie za bardzo zależało na dopasowaniu zajęć do nas, tylko do niewiadomokogo.
Dołączam także info o candy u Jaszmurki (gratuluję rocznicy, fju fju 4 lata i mnóstwo postów to wynik dla mistrza (szczególnie dla kogoś kto notki wstawia w moim tempie) ;-)) Do wygrania przefajne notesy!
W listopadzie szykuje się wyjazd do stolycy (na scenie wieloletni mąż siostry aka Lenny Kravitz). Postoję przed Torwarem i pooglądam trochę Warszawy, a w międzyczasie siostra nacieszy oczy i uszy.
A tegoroczne wakacje? Prawdopodobnie odwołane... grudniowe plażowanie przeniesione o kolejny rok. Mam tylko nadzieję, że ta motywacja nie wygaśnie i w kolejnym lipcu, gdzie ominie mnie jak co roku polskie lato na rzecz lata w grudniu....Trzymajmy kciuki!
Wspomniana wcześniej galeria Moooi:
Nieuwendammerdijk część 1/3 (na samym początku oczywiście zaczęło padać, więc najciekawszych domów jeszcze nie mam... ale w końcu przechytrzę ten zmieniającą się co 10 minut pogodę...;-))
pozostały 22 dni...
obecnie szukam i szukam czarnego old dutch'a w wersji matowej. Znalazłam jeden sklep blisko Amsterdamu, mam nadzieję, że akurat ten poczeka na mnie jeszcze 20 dni!
Po przeprowadzce odkrywamy z Pauliną uroki Noordu, gdzie, aby się dostać niezbędne jest przepłynięcie promem na drugi brzeg lub jazda autobusem przez Ijtunnel. Z racji widoków i większej przyjemności wybieramy wersję pierwszą (promy są ponadto za free!).
Codziennie przechodzimy najcudowniejszą uliczką świata - Nieuwendammerdijk, długą i wąską, bez aut i rzadko z szalonymi rowerzystami.. Każdy domek ma swój cudowny klimat. I każde wnętrze jest jakby prosto z magazynu wnętrzarskiego (przeważą białe drewno, drewno naturalne, kolor biały, klasyczne meble i wielkie biblioteczki pomimo tak małego metrażu). Coś niesamowitego, szczególnie gdy już zmierzcha i wielkie okna ukazują na oścież całe piękno tych domków... Postaram się dzisiaj zrobić kilka zdjęć z ukrycia o ile nie dopadnie nas deszcz, co niestety zdarza się ostatnio codziennie.
aby był już 15 sierpnia (najlepiej jednak 23) aby spotkać w tym roku jak najmniej upierdliwych klientów. aby nie spotykać kanarów. aby nie tęsknić. aby wszystkie prezenty-niespodzianki w głowie udało się zabrać ze sobą do Polski. aby uzbierać z napiwków na Old Dutch'a... pracowity weekend:-) Oby zawsze takie były!
Słynne ikony ze świata filmowego muzycznego i politycznego na płótnie (za 8.000€ w dużych i 450€ w małych formatach). Na ścianach galerii wiszą m.in. obrazy z Marilyn Monroe, Bridget Bardot, Don Corleone, duet Vincent Vega & Jules Winnfield z Pulp Fiction a nawet świnki i strusie.
W galerii obowiązuje zakaz robienia zdjęć, więc jedno ujęcie tylko sprzed wejścia:
|  |